Nowsze niekoniecznie lepsze
28 lutego 2011
Na początku lat trzydziestych konstruktorzy zaczęli wymyślać czołgi, z których można było zdjąć gąsienice. Po zdjęciu gąsienic czołg mógł jechać na kolach, które dotychczas były osłonięte gąsienicą. I to właśnie rozwiązanie okazało się jednym z największych szaleństw tej broni. Przez dziesiątki lat konstruktorzy brytyjscy, francuscy, niemieccy, marzyli o tym, aby stworzyć czołg tak potężny, że jego pancerza nie przebiłby żaden pocisk, i potężnie uzbrojony. Miała to być ziejąca ogniem maszyna, niewrażliwa na pociski, która bez problemowo mogłaby łamać opór nieprzyjaciela. Taką próbę brytyjscy konstruktorzy podjęli w końcu lat dwudziestych, tworząc czołg Independent – niezależny. Uzbrojony był w cztery wieżyczki z ciężkimi karabinami maszynowymi oraz centralną, piątą, dużą wieżyczkę z działem kalibru 47 mm. Jednak ten ogromny czołg okazał się przedsięwzięciem bardzo kosztownym, wręcz zbyt kosztownym, jak na możliwości gospodarki państwa, żyjącego w okresie pokoju. Zdarza się bardzo dużo awarii układu jezdnego, silnika i w rezultacie w 1932 roku zaniechano seryjnej produkcji tych czołgów, ale legenda o tym czołgu gdzieś pozostała. Te wielkie stalowe pudla, jadące z prędkością 5-6 km/jh okazały się bardzo groźną bronią. Niezwykle trudno było zatrzymać tę masę stali. Niemcy uczyli swoich żołnierzy, że należy rzucić beczkę z prochem pod czołg, ale ten sposób wyglądał bardzo efektownie na filmie instruktażowym. Na polu bitwy niemieccy piechurzy na widok czołgów woleli wycofać się na bezpieczną odległość czołgi panowały niezagrożone na polach bitew końca I wojny światowej, a najbardziej docenili tę broń francuzi, którzy skonstruowali bardzo udane, lekkie czołgi Renault FT, a w 1918 roku mieli już 27 batalionów, a w marcu tego roku potrafili je zmasować i użyć 500 czołgów do wzmocnienia kontrataków w rejonie Soi Sond. Bez wątpienia, Renault FT był najbardziej udanym cz logiem tamtych lat. Francuscy konstruktorzy, szybciej, niż ich brytyjscy koledzy zbliżyli się do idei współczesnego, nowoczesnego czołgu, który znamy dzisiaj. Skonstruowano czołg Renault M17, nazywany również FT w 1917 roku. Gąsienice nie biegną już przez całą wysokość czołg, kręciły się nisko, opasując duże kolo, które wewnątrz wypełnione było drewnem.
» Kategorie: Militaria | » Tagi: centrala, czołg, gąsiennica, okazja, opór, osłona, pięć, przyjaciel, łamanie
Trudny transport
1 stycznia 2011
W lipcu w 1918 roku było już dwa miliony Amerykanów. Czołgi spodobały im się niepomiernie, a ponieważ ich nie mieli, postanowili rozpocząć licencyjną produkcję i zbudowali Nawet dziesięć czołgów Renault. Na tym zakończyli współpracę z Francuzami, gdyż rodzimy przemyśl oczekiwał na zamówienia rządowe. Gąsienice, ten wielki wynalazek XX wieku, dzięki którym powstał czołg, okazywały się często zawadą. Czołg musiał dojechać na pole bitwy, a jadąc drogą, gąsienice nie były mu potrzebne. A wręcz przeszkadzające: zużywały się, niszczyły drogę. Szukano rozwiązań, aby czołg na bitej, twardej drodze mógł jechać na kolach, a dopiero w terenie na gąsienicach. Konstruktorzy z brytyjskich zakładów Dickers w 1928 roku opracowali taki pojazd, który w terenie jeździł na gąsienicach, ale, gdy wyjeżdżał na drogę, cały układ jezdny gąsiennicowy podnosił się do góry po specjalnej szynie z przodu i z tylu iw momencie, gdy gąsienice były już wysoko, wówczas czołg opierał się na kolach z lanej gumy. W taki właśnie sposób mógł jeździć drogą. Ten pomyśl okazał się jednak nieudany i próbowano innych rozwiązań. Czołg taki był już bardzo wysoki, zbyt wysoki, aby można było umieścić wieżyczkę. Powstało, zatem pytie, co zrobić z armatami, karabinami maszynowymi. Jeden karabin wstawiono po środku kadłuba, tuż obok kierowcy, a właściwie kierowców. Natomiast działa umieszczono na bokach, w swego rodzaju przybudówkach i to rozwiązanie, na polu bitwy nikomu nie przeszkadzało, ale czołg na plac bitwy trzeba było dowieść na platformie kolejowej i wówczas okazało się, że czołg z tymi specyficznymi przybudówkami z lewej i z prawej strony jest za szeroki, bo wystawały one na sąsiednie tory. A więc, przed podróżą trzeba było je demontować. Przybudówki były transportowane na dość solidnych przyczepach, które były przystosowane już do transportu drogowego. Ich kola były dość potężne, a to dlatego, że ta czołgowa przybudówka ważyła półtorej tony. Przy okazji transportowano także coś, co przypomina kotwicę, ale nią nie było. To urządzenie, ciągnięte przez czołg służyło do zrywania zapór przeciwpiechotnych, drutów kolczastych, do torowania przejść dla piechoty. Trzeba przyznać, że było to bardzo ciekawe rozwiązanie. Wnętrze tego strasznego pojazdu było również interesujące. We wnętrzu czołgu musi być załoga. Mówi się, że czołgu tego bardziej bali się żołnierze, którzy musieli przebywać w jego wnętrzu, niż ci, którzy musieli przed nim się bronić. Żeby kierować tym pojazdem potrzebne było działanie kilku ludzi: dwóch kierowców, dwóch mechaników, z których każdy obsługiwał jedną gąsienicę. Potrzebny był jeszcze jeden człowiek, który sterował skrzynią biegów. Dołożyć do tej grupy należy jeszcze żołnierzy, obsługujących działa, wystawione po obu stronach tego czołgu. Warunki pracy we wnętrzu takiego czołgu były straszne: silnik huczał, rury wydechowe były rozgrzane do czerwoności, a po każdym strzale z działa, wnętrze wypełniał gryzący dym. Było strasznie gorąco, duszno oraz głośno. Żołnierze nie chcieli zakładać munduru, gdyż było aż tak gorąco. Zmuszano ich, aby zakładali rękawice, skórzane kaski i maski na twarz, które chroniły ich przed poparzeniem twarzy lub zranieniem. Odłamki metalu kruszyły się i mogły trafić, gdy pociski uderzały w pancerz. Czołgi te nie miały amortyzatorów, więc załoga, jadąca na twardych ławkach odczuwała najmniejszą dziurę, w jaką czołg wpadał.
» Kategorie: Militaria | » Tagi: budowla, czołg, droga, jezdny, licencja, początek, powstanie, produkcja, układ